Środa, 12 sierpnia 2009
Kategoria Przejażdżka
Może by tak coś pokręcić.
Ostatni start zdołował mnie mocno, odebrał chęci do jazdy, zdemotywował. Mówię sobie, że przecież jeden kiepski start nie jest wyznacznikiem tego jak jeżdżę. Było minęło. W poniedziałek jeszcze czułem trudy maratonu i nie zdecydowałem się na rower. Wtorek to deszcz przez całe popołudnie, a gdy się poprawiłi było już zbyt późno ja jazdę. Wobec tego dzisiaj już mus. Pogoda nie rewelacyjna ale jakoś się wstrzeliłem w krótką przerwę między opadami. Mało i wolno. To wszystko co można powiedzieć o dzisiejszej jeździe. Co do dalszych treningów to się zobaczy. Wypadało by zachować jako taką formę do poczatku października co by Jasło przejechać na przyzwoitym poziomie. Ale teraz myślę raczej o urlopie. A na urlopie pulsometr wędruje do szuflady. Trzeba pośmigać trochę na luzie po górkach i pagórkach.
- DST 20.00km
- Czas 01:28
- VAVG 13.64km/h
- Temperatura 22.0°C
- Kalorie 994kcal
- Podjazdy 200m
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 9 sierpnia 2009
Kategoria Zawody
Tak źle jeszcze nie było.
Fatalnie pojechałem maraton w Strzyżowie. Gdzieś od 30 km zaczęła się walka z wiatrakami. Początek też nie pojechałem jakoś specjalnie dobrze, lecz to co działo się później to koszmar. Męczyłem się okrutnie ale nie przekładało się to na szybkość jazdy. Teraz cały czas myślę co było powodem tak kiepskiej dyspozycji. Bo przecież jeszcze tydzień temu pojechałem świetnie Komańczę.
Mam kilka podejrzanych - dzień przed maratonem zrobiłem sobie wycieczkę z Yatzkiem. Niby pomalutku i oszczędząłem się to jednak wyszło 3 godzinki jazdy w górzystym terenie. To mogło jednak przełożyć się na ten start. Druga sprawa to całkowity brak treningów przez ostatni tydzień. Przeleserowałem się i tyle.
No i trzecia sprawa to może po prostu miałem zły dzień. Czasem tak bywa, że bez konkretnego powodu noga się buntuje.
Kolejny maraton z serii cyklokarpat dopiero za 2 miesiące. To będzie już ostatnia edycja w Jaśle. W miedzyczasie być może pojadę jeszcze maraton w Istebnej. Kraków raczej odpuszczam. Teraz pora na urlop.
Mam kilka podejrzanych - dzień przed maratonem zrobiłem sobie wycieczkę z Yatzkiem. Niby pomalutku i oszczędząłem się to jednak wyszło 3 godzinki jazdy w górzystym terenie. To mogło jednak przełożyć się na ten start. Druga sprawa to całkowity brak treningów przez ostatni tydzień. Przeleserowałem się i tyle.
No i trzecia sprawa to może po prostu miałem zły dzień. Czasem tak bywa, że bez konkretnego powodu noga się buntuje.
Kolejny maraton z serii cyklokarpat dopiero za 2 miesiące. To będzie już ostatnia edycja w Jaśle. W miedzyczasie być może pojadę jeszcze maraton w Istebnej. Kraków raczej odpuszczam. Teraz pora na urlop.
- DST 79.81km
- Teren 65.00km
- Czas 05:05
- VAVG 15.70km/h
- Temperatura 25.0°C
- HRmax 172 ( 92%)
- HRavg 150 ( 81%)
- Kalorie 4230kcal
- Podjazdy 1989m
- Sprzęt Składak na ramie Ghost Lector.
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 8 sierpnia 2009
Kategoria Wycieczka
Pogórze Ciężkowickie.
Za przewodnika dzisiaj robiłem. Yatzek gościł u rodziny w Przeczycy i udało się nam styknąć. Myklismy na Liwocz, potem Rysowany Kamień. Pogoda przyjemna, mile spędzony czas. Jutro już tak miło nie będzie. Będzie bolało.
- DST 41.26km
- Teren 20.00km
- Czas 02:58
- VAVG 13.91km/h
- Temperatura 26.0°C
- HRmax 158 ( 85%)
- HRavg 101 ( 54%)
- Kalorie 2249kcal
- Podjazdy 721m
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 5 sierpnia 2009
Kategoria Samo gadanie
Nie chce mi się.
Sezon pomału zaczyna zbliżać się do końca. Wprawdzie dopiero początek sierpnie jednak większość zaplanowanych przeze mnie startów już poza mną. O ile jeszcze mam ochotę pojeździć na rowerze to już o treningu jako takim trudno mówić.
Przejechalem do tej pory 8 maratonów z serii Cyklokarpaty + 2 maratony Powerade + 1 maraton Fuji. Do tego 4 wyścigi XC i jeden szosowy. Razem to 16 dni startowych. Niby nie dużo ale jeszcze kilka dołożę. Zaczynam czuć zmęczenie bo oprócz wymienionych zawodów odbyłem przeciez wiele godzin ciężkich treningów.
Ten tydzień spędzę odpoczywając biernie. W niedzielę maraton w Strzyżowie. Pojadę go z rozpędu. Poostało jeszcze do przejechania jeden wyścig w Nowym Żmigrodzie o Puchar Smoka. To będzie jazda o czapkę gruszek gdyż wobec 2 absencji w tej serii nie mam już szans o medalowe miejsce. W cyklokarpatach jeszcze kilka scenariuszy jest możliwych ale w zasadzie też wszystko już poukładane. Skończy się pewnie na 4 lub 5 miejscu chociaż teoretycznie mam szansę nadal na 3 miejsce. Tego nie zamierzam odpuścić przez co jadę właśnie na maraton do Strzyżowa. W planie były Michałowice gdzie mogłem powalczyć nawet o wygraną w kategorii jednak postanowiłem zagrać jeszcze w cyklo.
Poza tym prawdopodobnie maraton w Krakowie, potem może uda się Istebną i na zakończenie maraton w Jaśle.
Oby noga podawała jeszcze przez conajmniej miesiąc :)
Przejechalem do tej pory 8 maratonów z serii Cyklokarpaty + 2 maratony Powerade + 1 maraton Fuji. Do tego 4 wyścigi XC i jeden szosowy. Razem to 16 dni startowych. Niby nie dużo ale jeszcze kilka dołożę. Zaczynam czuć zmęczenie bo oprócz wymienionych zawodów odbyłem przeciez wiele godzin ciężkich treningów.
Ten tydzień spędzę odpoczywając biernie. W niedzielę maraton w Strzyżowie. Pojadę go z rozpędu. Poostało jeszcze do przejechania jeden wyścig w Nowym Żmigrodzie o Puchar Smoka. To będzie jazda o czapkę gruszek gdyż wobec 2 absencji w tej serii nie mam już szans o medalowe miejsce. W cyklokarpatach jeszcze kilka scenariuszy jest możliwych ale w zasadzie też wszystko już poukładane. Skończy się pewnie na 4 lub 5 miejscu chociaż teoretycznie mam szansę nadal na 3 miejsce. Tego nie zamierzam odpuścić przez co jadę właśnie na maraton do Strzyżowa. W planie były Michałowice gdzie mogłem powalczyć nawet o wygraną w kategorii jednak postanowiłem zagrać jeszcze w cyklo.
Poza tym prawdopodobnie maraton w Krakowie, potem może uda się Istebną i na zakończenie maraton w Jaśle.
Oby noga podawała jeszcze przez conajmniej miesiąc :)
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 2 sierpnia 2009
Kategoria Zawody
Puchar Smoka w Osieku Jasielskim.
Bardzo ważny start jeśli chodzi o punktację w tym cyklu zawodów XC. Wobec jednej absencji miałem jeszcze teoretyczną szansę nawet na wygraną w generalce gdyż w pozostałych wyscigach (Łężyny, Folusz) udało mi się wygrać. Oczywiście to tylko teoria gdyż główni rywale do wygranej tj. Krzysiek Gierczak oraz Robert Albrycht obecnie są bardzo mocni i trudno mi będzie z nimi nawiązać walkę.
Start nie poszedł jakoś strasznie szybko i mogłem pomału wejśc w swój rytm. Chociaż tempo nie było moredercze to w trójkę odskoczylismy już na pierwszej rundzie od reszty stawki na dosyć solidny kawałek. Krzysiek Gierczak ma problemy z napędem, zajeżdżony już i co chwilę słychać trzaski przeskakującego łańcucha. Wobec tego jedzie dosyć zachowawczo. Za to Robert chyba zwęszył szansę na wygraną i mocno pociągnął do przodu na drugim kółku. Tak mocno, że zaczynam mieć problem za nim nadążyć. Trochę odjeżdża ale na zjeździe szybko dochodzę i znów jedziemy razem w trzyosobowej grupce. Przejazd po płytach przez Wisłokę i ....
... i tutaj kończę wyścig. Chyba jakiś gwóźdż lub coś równie dużego, bo powietrze w tylnym kole schodzi w kilkanaście sekund.
I tak z walki o wygraną w generalce spadłem na daleką pozycję bez gwarancji nawet na 3 miejsce. To już bowiem drugie zawody z pięciu, w których nie zdobywam punktów. Jedne nie mogłem jechać, drugie (obecne) pech - no cóż, raz na wozie, raz pod wozem. Szkoda bo była dzisiaj szansa na walkę nawet o najwyższą lokatę, a trzecie miejsce w generalce miałem w zasadzie na bank.
Start nie poszedł jakoś strasznie szybko i mogłem pomału wejśc w swój rytm. Chociaż tempo nie było moredercze to w trójkę odskoczylismy już na pierwszej rundzie od reszty stawki na dosyć solidny kawałek. Krzysiek Gierczak ma problemy z napędem, zajeżdżony już i co chwilę słychać trzaski przeskakującego łańcucha. Wobec tego jedzie dosyć zachowawczo. Za to Robert chyba zwęszył szansę na wygraną i mocno pociągnął do przodu na drugim kółku. Tak mocno, że zaczynam mieć problem za nim nadążyć. Trochę odjeżdża ale na zjeździe szybko dochodzę i znów jedziemy razem w trzyosobowej grupce. Przejazd po płytach przez Wisłokę i ....
... i tutaj kończę wyścig. Chyba jakiś gwóźdż lub coś równie dużego, bo powietrze w tylnym kole schodzi w kilkanaście sekund.
I tak z walki o wygraną w generalce spadłem na daleką pozycję bez gwarancji nawet na 3 miejsce. To już bowiem drugie zawody z pięciu, w których nie zdobywam punktów. Jedne nie mogłem jechać, drugie (obecne) pech - no cóż, raz na wozie, raz pod wozem. Szkoda bo była dzisiaj szansa na walkę nawet o najwyższą lokatę, a trzecie miejsce w generalce miałem w zasadzie na bank.
- DST 6.97km
- Teren 5.00km
- Czas 00:19
- VAVG 22.01km/h
- Temperatura 30.0°C
- HRmax 172 ( 92%)
- HRavg 158 ( 85%)
- Kalorie 287kcal
- Podjazdy 68m
- Sprzęt Składak na ramie Ghost Lector.
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 1 sierpnia 2009
Kategoria Zawody
Maraton w Komańczy- Tropami Żbików.
W tym roku Komańcza zaskoczyła pogodą. Przywitało nas słońce i ciepło. Na trasie pojawiło się kilka kałuż, do tego przejazdy przez rzeczki i dzięki takim atrakcjom widać po nas było, że jechaliśmy solidny maraton.
Dla mnie ten start miał być raczej relaksowy, wydaje się, że w generalce już wszystko poustawiane.
Wobec powyższego miałem zamiar jechać na mega lecz chłopaki z Bike Team Jedlicze zbajerowali mnie i ostatecznie poleciałem na giga. Początek - dosyć długi kawałek asfaltem, a potem męczący podjazd po polnej drodze wystawionej na słoneczną ekspozycję. Potem nieprzyjemny zjazd po trawie.
Tam dojechałem do Mariusza Sychowskiego, z którym ścigam się w kategorii. Z listy startowej wynikało, ze razem będziemy walczyć o trzecie miejsce. Ostatnio mnie dosyć solidnie objeżdżał więc to spore zaskoczenie, że udało się go dorwać po solidnym podjeździe. Czyżby otworzyła się szansa na pudło ?
Niedługo potem zaczął się podjazd na przeł. Żebrak. Tutaj Mariusz zdecydowanie mi odjeżdżał lecz zacisnąłem zęby i starałem się jak najmniej stracić. Podjazd na Chryszczatą jechałem dosyć mocno i tuż przed szczytem nawiązałem ponownie kontakt wzrokowy z Mariuszem. Poczułem swoją szansę i mocno przycisnąłem, zjazdy pokonywałem dosyć ryzykownie i po niedługiej chwili siadłem mu na kole. Chwilę jechaliśmy razem, potem dołączyli do nas chłopaki z Jedlicza i taką grupką jechaliśmy spory kawałek. Na podjazdach Mariusz znów zaczął odjeżdżać lecz nie traciłem wiary i starałem się trzymać kontakt.
Wrzuciłem żela i zacząłem pogoń. Jednak popełniłem 2 błędy. Pierwszy gdy przeszarżowałem na zjeździe i zaliczyłem glebę, potem wyleciałem z trasy i wylądowałem w trawie. Tym samym zaprzepaściłem szansę na trzecie miejsce, które ostatecznie zdobył Mariusz wygrywając ze mną o 70 sekund.
Dla mnie ten start miał być raczej relaksowy, wydaje się, że w generalce już wszystko poustawiane.
Wobec powyższego miałem zamiar jechać na mega lecz chłopaki z Bike Team Jedlicze zbajerowali mnie i ostatecznie poleciałem na giga. Początek - dosyć długi kawałek asfaltem, a potem męczący podjazd po polnej drodze wystawionej na słoneczną ekspozycję. Potem nieprzyjemny zjazd po trawie.
Tam dojechałem do Mariusza Sychowskiego, z którym ścigam się w kategorii. Z listy startowej wynikało, ze razem będziemy walczyć o trzecie miejsce. Ostatnio mnie dosyć solidnie objeżdżał więc to spore zaskoczenie, że udało się go dorwać po solidnym podjeździe. Czyżby otworzyła się szansa na pudło ?
Niedługo potem zaczął się podjazd na przeł. Żebrak. Tutaj Mariusz zdecydowanie mi odjeżdżał lecz zacisnąłem zęby i starałem się jak najmniej stracić. Podjazd na Chryszczatą jechałem dosyć mocno i tuż przed szczytem nawiązałem ponownie kontakt wzrokowy z Mariuszem. Poczułem swoją szansę i mocno przycisnąłem, zjazdy pokonywałem dosyć ryzykownie i po niedługiej chwili siadłem mu na kole. Chwilę jechaliśmy razem, potem dołączyli do nas chłopaki z Jedlicza i taką grupką jechaliśmy spory kawałek. Na podjazdach Mariusz znów zaczął odjeżdżać lecz nie traciłem wiary i starałem się trzymać kontakt.
Wrzuciłem żela i zacząłem pogoń. Jednak popełniłem 2 błędy. Pierwszy gdy przeszarżowałem na zjeździe i zaliczyłem glebę, potem wyleciałem z trasy i wylądowałem w trawie. Tym samym zaprzepaściłem szansę na trzecie miejsce, które ostatecznie zdobył Mariusz wygrywając ze mną o 70 sekund.
- DST 57.03km
- Teren 40.00km
- Czas 03:02
- VAVG 18.80km/h
- Temperatura 28.0°C
- HRmax 172 ( 92%)
- HRavg 156 ( 84%)
- Kalorie 3878kcal
- Podjazdy 1303m
- Sprzęt Składak na ramie Ghost Lector.
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 30 lipca 2009
Kategoria Wycieczka
Wypad do Strzyżowa.
Kolejny dzień urlopu zapowiadał się ciepły i słoneczny. Po obiadku wyruszyłem na dwa kółka. Minąłem Brzostek i klucząc bocznymi drogami -gościńcami dojechałem do Cieszyny. Kawałek drogą Strzyżów-Jasło i znów odbijam w bok. Najpierw wąskie asfalciki, prawie bez ruchu , potem znów szutrówki. W okolicy Brzeżanki całkiem konkretny podjazd i naprawdę ciekawe plenery. Droga wspina się stromo do góry, wokół tylko pola, łąki i całkiem solidne pagórki. Ludzkie siedziby zostały na dole, a ja dłuższy czas pomykam wygodną drogą prowadzącą wysokim grzbietem. Bardzo ładne okolice muszę przyznać.
W Strzyżowie porcja lodów i już szybki powrót do domu przez Stępine, Kamienicę i Brzostek.
W Strzyżowie porcja lodów i już szybki powrót do domu przez Stępine, Kamienicę i Brzostek.
- DST 89.73km
- Teren 20.00km
- Czas 03:59
- VAVG 22.53km/h
- Temperatura 28.0°C
- HRmax 160 ( 86%)
- HRavg 117 ( 63%)
- Kalorie 3471kcal
- Podjazdy 598m
- Sprzęt Author Kinetic
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 29 lipca 2009
Kategoria Wycieczka
Gościniec.
Gościniec – na wsi dawniej spotykana była wymowa gościyniec, głościyniec, na głościyńcu, głościyńcem itp. To droga wysypana kamieniem, teraz mówi się na nią szutrowa. Kiedyś gościniec zapewniał łączność ze światem. Dzisiaj mało kto już używa tej nazwy, może dlatego, że gościńców na polskiej wsi coraz mniej. Czy jednak każda droga szutrowa jest gościńcem ? Z lat dzieciństwa pamiętam, że gościńcem nazywało się główną drogę prowadzącą przez wieś, natomiast wszelkie inne tzn. boczne już nie zasługiwały na taki tytuł. Wychodzi na to, że nie każdy droga mogła tak się nazywać i bycie gościńcem to była swego rodzaju nobilitacja dla drogi.
Dzisiaj gdy asfalt króluje na polskich drogach gościńców jak ze świecą szukać. W zasadzie każda, nawet najmniejsza wieś posiada już wygodna i wyasfaltowaną drogę. Bywa, że asfalt podłej jakości i dziurawy ale asfalt. Znam wiele dróg z okolicy, często właśnie szutrowych i chociaż przyjemnie się po nich jeździ to żadna nie przywołuje wspomnień z lat młodości. Dopiero dzisiaj jadąc drogą z Gorajowic do Bieździedzy poczułem się jak gdybym miał 10 lat. Szeroka, szutrowa droga, po obu stronach wiejskie zagrody, tam koń ciągnie wóz, tam ktoś jedzie taczkami, zza płotów dzieci obserwują co się dzieje na gościńcu, bokiem idzie gospodarz z kosą na ramieniu. To prawdziwy gościniec właśnie ! Leniwo toczyłem się do przodu i upajałem tą chwilą, pod kołami chrzęściły kamienie, gościniec ciągnął się kilka kilometrów, wznosił się i opadał, mijałem kolejne zakręty aż za którymś z nich wyjechałem na asfalt...i czar prysnął.
Jednak dla takich chwil warto jeździć na rowerze. Może właśnie DLATEGO jeżdżę na rowerze.
Dzisiaj gdy asfalt króluje na polskich drogach gościńców jak ze świecą szukać. W zasadzie każda, nawet najmniejsza wieś posiada już wygodna i wyasfaltowaną drogę. Bywa, że asfalt podłej jakości i dziurawy ale asfalt. Znam wiele dróg z okolicy, często właśnie szutrowych i chociaż przyjemnie się po nich jeździ to żadna nie przywołuje wspomnień z lat młodości. Dopiero dzisiaj jadąc drogą z Gorajowic do Bieździedzy poczułem się jak gdybym miał 10 lat. Szeroka, szutrowa droga, po obu stronach wiejskie zagrody, tam koń ciągnie wóz, tam ktoś jedzie taczkami, zza płotów dzieci obserwują co się dzieje na gościńcu, bokiem idzie gospodarz z kosą na ramieniu. To prawdziwy gościniec właśnie ! Leniwo toczyłem się do przodu i upajałem tą chwilą, pod kołami chrzęściły kamienie, gościniec ciągnął się kilka kilometrów, wznosił się i opadał, mijałem kolejne zakręty aż za którymś z nich wyjechałem na asfalt...i czar prysnął.
Jednak dla takich chwil warto jeździć na rowerze. Może właśnie DLATEGO jeżdżę na rowerze.
- DST 42.93km
- Teren 15.00km
- Czas 02:08
- VAVG 20.12km/h
- Temperatura 26.0°C
- HRmax 152 ( 82%)
- HRavg 108 ( 58%)
- Kalorie 1712kcal
- Podjazdy 376m
- Sprzęt Author Kinetic
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 27 lipca 2009
Kategoria Wycieczka
Podarpackie trakty.
Wczoraj wprawdzie maraton ale dzisiaj taka fajna pogoda, że aż żal nie iść na rower. Jeśli do tego dodać, że jestem na urlopie to nie dziwne, że pośmigałem dzisiaj. Rano zająłem się rowerem, zeszło mi sporo czasu gdyż postanowiłem go solidnie wyczyścić. Oczywiście klocki z tyły poleciały całkiem i czeka mnie wizyta w Jaśle w sklepie rowerowym. Poza tym wszystko wydaje się ok. Amorek chyba domaga się solidnego serwisu bo pracuje jak by mu się nie chciało. Coś tam porobiłem i póki co rower wydaje się przygotowany na Komańczę.
Po południu zafundowałem sobie szosowo-szutrową wycieczkę po okolicach pomiędzy Brzostkiem i Dębicą. Na razie terenu mam dość i z przyjemnością pokonywałem dystans po wygodnych i co ważniejsze suchych drogach.
Bardzo urokliwe okolice. Tak już chyba mam i kolejny raz napiszę, że bardzo odpowiadają mi takie podgórskie plenery. Wbrew pozorom wcale nie było łatwo, wprawdzie podjazdy nie jakieś strasznie długie ale dające porządnie w kość. Na całej trasie nazbierało się ich więcej niż na niejednym maratonie. Bardzo pięknie jest szczególnie w okolicy Głobikowej. Wygodna i szeroka ale gruntowa droga wprowadza wysoko bo aż ponad 450 m.n.p.m. Samochodów tutaj jak na lekarstwo za to z odkrytych terenów na górze fantastyczne widoki na całe Pogórze Strzyżowskie oraz Ciężkowickie. Wzrok przyciąga charakterystyczny masyw Chełmu oraz widoczny z daleka i dobrze rozpoznawalny Liwocz z wieżą na szczycie. W oddali majaczą zamglone lekko i zlewające się w jeden długi wał góry Beskidu Niskiego. Za to w kierunku północnym płaska równina stapiająca się na horyzoncie w granatowo-zielonych barwach. Bardzo przyjemnie jechało się w takich okolicznościach. Tereny raczej słabo zaludnione, zabudowania skupione raczej w dolinach chociaż niektóre przysiółki sięgają aż w najwyższe partie. Bywało, że przez kilka km nie przejeżdżałem obok ludzkich zagród to nadawało całej wycieczce bardzo tajemniczej aury. Na pewno wrócę tu jeszcze nie raz bo naprawdę warto.
Po południu zafundowałem sobie szosowo-szutrową wycieczkę po okolicach pomiędzy Brzostkiem i Dębicą. Na razie terenu mam dość i z przyjemnością pokonywałem dystans po wygodnych i co ważniejsze suchych drogach.
Bardzo urokliwe okolice. Tak już chyba mam i kolejny raz napiszę, że bardzo odpowiadają mi takie podgórskie plenery. Wbrew pozorom wcale nie było łatwo, wprawdzie podjazdy nie jakieś strasznie długie ale dające porządnie w kość. Na całej trasie nazbierało się ich więcej niż na niejednym maratonie. Bardzo pięknie jest szczególnie w okolicy Głobikowej. Wygodna i szeroka ale gruntowa droga wprowadza wysoko bo aż ponad 450 m.n.p.m. Samochodów tutaj jak na lekarstwo za to z odkrytych terenów na górze fantastyczne widoki na całe Pogórze Strzyżowskie oraz Ciężkowickie. Wzrok przyciąga charakterystyczny masyw Chełmu oraz widoczny z daleka i dobrze rozpoznawalny Liwocz z wieżą na szczycie. W oddali majaczą zamglone lekko i zlewające się w jeden długi wał góry Beskidu Niskiego. Za to w kierunku północnym płaska równina stapiająca się na horyzoncie w granatowo-zielonych barwach. Bardzo przyjemnie jechało się w takich okolicznościach. Tereny raczej słabo zaludnione, zabudowania skupione raczej w dolinach chociaż niektóre przysiółki sięgają aż w najwyższe partie. Bywało, że przez kilka km nie przejeżdżałem obok ludzkich zagród to nadawało całej wycieczce bardzo tajemniczej aury. Na pewno wrócę tu jeszcze nie raz bo naprawdę warto.
- DST 59.50km
- Teren 20.00km
- Czas 03:40
- VAVG 16.23km/h
- Temperatura 25.0°C
- HRmax 150 ( 81%)
- HRavg 116 ( 62%)
- Kalorie 2644kcal
- Podjazdy 1006m
- Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 26 lipca 2009
Kategoria Zawody
Maraton w Gorlicach.
Zapowiadał się łatwy i szybki maraton. Tubylcy zapewniali, że spoko, dużo asfaltu, szutry itp. Początek faktycznie taki był ale z upływem kolejnych kilometrów robiło się coraz ciekawiej. Tradycji stało się zadość i jak przystało na cyklokarpaty pogoda przygotowała trasę. Pracowało nad tym również podczas maratonu, kilka razy solidnie polało. Jak już napisałem trasa stawała się z każdym kilometrem bardziej wymagająca. Apogeum przyszło wraz z podjazdem na Magurę Małastowską. To najwyższa część trasy i jak na to przystało trzeba było solidnie się przyłożyć aby podjechać. Padający deszcz nie ułatwiał zadania, śliskie kamienie wytrącały z rytmu, a do tego doszły problemy z napędem. Po raz pierwszy od 2 lat zaczęło mi zaciągać łańcuch. Po wjeździe na górę kawałek grzbietem i kolejny OeS !
Tym razem zjazd, najpierw bardzo stromy po kamieniach gdzie trzeba było wykazać się sporą dawką odwagi oraz umiejętności. Potem singletrack błotnistś ścieżką z koleinami. Tutaj moje Pythony nie sprawdzały sie najlepiej ale podjąłem pogoń za uciekającym Kubą Gryzło (Gryszu) co zaowocowało lotem w krzaki. Dalej zjeżdżałem już bardziej asekuracyjnie i udało się bez kolejnej gleby dojechać na metę.
Zająłem 5 miejsce w kategorii M3. Widać tendencję zniżkową. Cóż - chyba faktycznie jestem troszkę słabszy niż wiosną, a te kilka minut jednak robi różnicę.
Tym razem zjazd, najpierw bardzo stromy po kamieniach gdzie trzeba było wykazać się sporą dawką odwagi oraz umiejętności. Potem singletrack błotnistś ścieżką z koleinami. Tutaj moje Pythony nie sprawdzały sie najlepiej ale podjąłem pogoń za uciekającym Kubą Gryzło (Gryszu) co zaowocowało lotem w krzaki. Dalej zjeżdżałem już bardziej asekuracyjnie i udało się bez kolejnej gleby dojechać na metę.
Zająłem 5 miejsce w kategorii M3. Widać tendencję zniżkową. Cóż - chyba faktycznie jestem troszkę słabszy niż wiosną, a te kilka minut jednak robi różnicę.
- DST 54.86km
- Teren 45.00km
- Czas 03:08
- VAVG 17.51km/h
- Temperatura 24.0°C
- HRmax 172 ( 92%)
- HRavg 153 ( 82%)
- Kalorie 3182kcal
- Podjazdy 1120m
- Sprzęt Składak na ramie Ghost Lector.
- Aktywność Jazda na rowerze




